Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma

Polecany

Prawdziwe. Wszystko w zasadzie jest prawdziwe. Mimo to bardzo trudno znaleźć coś prawdziwego. Aby zjeść prawdziwego schabowego trzeba nachodzić się parę godzin, by znaleźć prawdziwą knajpę, z prawdziwym kucharzem co zaserwuje prawdziwego kotleciora. Prawdziwy schaboszczak potrzebuje do pary prawdziwych kartofli, nie jakichś podrabiańców. Oczywiście prawdziwa sól musi nadać prawdziwy smak gwarantujący prawdziwą przyjemność z jedzenia.

Skoro z głupim mięsem opatulonym panierką (prawdziwą rzecz jasna) jest tyle zachodu, to jak w tych czasach znaleźć prawdziwego mężczyznę/ prawdziwą kobietę?

Wydaje mi się, że zbyt wielu ludzi przywłaszcza sobie decydowanie o tym co zasługuje na miano „prawdziwego”. Pal sześć, gdy za nadawanie orderu prawdziwości zabierają się fachowcy w danej dziedzinie. Znacznie gorzej dzieje się, kiedy to ludzie niemający pojęcia o temacie wymyślają swoją własną hierarchię – może teraz was zaskoczę, wszyscy jesteśmy trochę takimi ignorantami. W końcu każdy z nas ma wyobrażenie o prawdziwym przedstawicielu płci przeciwnej. Gdy zapytacie kobietę, kto to jest prawdziwy mężczyzna dostaniecie rozciągniętą po sufit listę umiejętności, które człowiek musiałby posiadać by dołączyć do elitarnego grona prawdziwych mężczyzn. Oczywiście w drugą stronę też to działa, ale wielu facetów pewnie wskazałoby jedynie dwa atrybuty prawdziwej kobiety – cycki.

Trochę pożartowaliśmy, lecz temat sam w sobie taki znowu śmieszny nie jest. Wróćmy na chwilę do prawdziwych mężczyzn. Co też ów prawdziwy mężczyzna musi umieć? Na pewno musi prosto wbić gwóźdź. Łatwizna, nie? Powiedzcie to mężczyznom bez rąk… To taki skrajny przypadek, ale wiadomo, że facet co nic naprawić nie umie to przecież żaden facet. A przecież dopiero zaczynamy. Mężczyzna musi również potrafić obsłużyć wiertarkę, frezarkę, młot pneumatyczny, koparkę, kombajn oraz wyrzutnię pocisków ziemia-powietrze FIM-92 Stinger (by w razie zagrożenia obronić swą królową).

Powiedzmy, że znalazł się ktoś, kto to wszystko ogarnął – zrobił udarówką dziurę jak pięść, obrobił frezarką 100 gwintów, wydziobał młotem drugi Wielki Kanion, pogłębił go koparką, przerobił kombajnem pole sąsiada po czym wygrzebał ze strychu wyrzutnię rakiet i temu samemu sąsiadowi rozjebał stodołę. Już? Najwyższe miejsce na podium? Zasłużone laury? Zapomnij. Może dla jednej Pani staniesz się ideałem, ale na ledwie 5 sekund – nie daj boziulko białogłowej na klawiaturze przestawi się „Z” z „Y”. Kolejny element do listy. A zanim zdążysz wygooglać „jak pryestawić Y y Z” do listy dojdzie jeszcze kilka rzeczy, które prawdziwy mężczyzna umieć musi. Jakby tego było mało, na nic zdadzą się twe dotychczasowe osiągnięcia, gdy zapragniesz znaleźć miłość w innej części świata. Nie umiesz surfować? Odpuść sobie Hawaje. Nie umiesz zabić lwa gołymi pięściami? Afryka odpada. Nie umiesz nazwać przynajmniej 15 płci, a nikt z twojej rodziny nie jest homoseksualistą? Nie dla ciebie panie z Europy Zachodniej.

Omówiliśmy ledwie umiejętności, nie doszliśmy jeszcze do cech. Przecież prawdziwy mężczyzna musi być…

Dość. Chyba już każdy załapał. I pewnie już każdy pomyślał: „przesadzasz Frustracie”. Oczywiście, że przesadzam, inaczej by nie było zabawnie.

Prawda?

W każdym razie, sami chyba rozumiecie, że stosowanie słowa „prawdziwe” zupełnie mija się z celem w kontekście człowieka – jeśli już to można powiedzieć, że prawdziwy mężczyzna musi mieć penisa a prawdziwa kobieta waginę. I pochwę. I macicę. I…

Dobra nie wchodźmy głębiej.

Badum tsss…

Niestety wciąż żywe są pewne stereotypy, którymi żyjemy nie zdając sobie nawet sprawy jak bardzo krzywdzimy siebie i innych. Poprzeczkę podnosimy coraz wyżej i wyżej a końca nie widać. Trochę pastwiłem się w poprzednich akapitach, nad kobietami i ich rozhukanymi oczekiwaniami, lecz przecież mężczyźni robią dokładnie to samo. Wiedzą co musi umieć zrobić prawdziwa kobieta (przynajmniej tak dobrze jak mamusia), jak powinna wyglądać (przynajmniej tak jak mamusia za młodu) i jaka ma być w łóżku (przynajmniej taka jak mam… ekhm).

I jak na boga, my takie życiowe kaleki dobieramy się w pary skoro po horyzont ni prawdziwego chłopa, ni prawdziwej baby? Jednak, skądś biorą się prawdziwe miłości, prawdziwe śluby i prawdziwe dzieci. Okazjonalnie prawdziwe rozwody i prawdziwe bomby za przesoloną zupę, ale hej – jak już chyba uzgodniliśmy, ideałów u nas nie znajdziesz. Mimo to, jakoś sobie żyjemy, jakoś sobie radzimy i nawet udaje nam się przetrwać. Choć czasami krzywo wkręcimy śrubę lub zamiast pomidorowej wyjdzie nam pożar chałupy.

Powiem wam tyle – odpuśćcie sobie te stereotypy „prawdziwych”. To tylko nakręca frustrację z własnej nieudolności i zbyt wygórowanych oczekiwań wobec świata. A to już tylko krok do stworzenia beznadziejnego bloga, na którym wylejecie swoje żale wobec świata pisząc z jakiejś ciemnej piwnicy, z klawiaturą na wydatnym brzuchu i łysiną powstałą przez lata rwania włosów.

Nieśmieszne.

Ja na przykład, mimo całej mej zajebistości też czegoś nie umiem. Np. kompletnie nie znam się na motoryzacji. Nigdy mnie tego nie uczyli a ja też szczególnie chętny do nauki nie byłem. I co? I nico. Nikt nie przyszedł do mego domu z maczetą i nie odrąbał mi mego atrybutu męskości. Jednak gdybym w kółko słyszał, jaki to jestem beznadziejny, bo nie wiem nawet gdzie w samochodzie szukać alternatora to pewnie w końcu założyłbym tego bloga.

Nadal nieśmieszne.

Podsumowując – zluzujcie majty. Sobie i innym. Dla nieodpowiednich partnerów nigdy nie będziecie dość dobrzy a ci nieodpowiedni nigdy nie będą dość dobrzy dla was. Dopiero gdy zrozumiecie, że na świecie nie ma ani prawdziwych mężczyzn ani prawdziwych kobiet, dorośniecie do tego by stworzyć związek. Taki prawdziwy, gdzie nieprawdziwy facet obija sobie paluchy młotkiem gdy nieprawdziwa kobieta rani swe palce igłą.

Prayer of the Refugee

Polecany

Nastały takie czasy, że nawet najmniej istotne informacje otrzymują status hot newsów. Jak na pewno wiecie, ksiądz Krzysztof Charamsa przyznał się do bycia gejem. Kościół w szoku, opinia publiczna zmasakrowana, obrońcy moralności na kolanach. Ale pomyślmy tak rozsądnie, co w tym takiego strasznego?

Pytanie pierwsze: Czy katolicy naprawdę są tak daleko od rzeczywistości by myśleć, iż w Kościele nie ma homoseksualistów?

Jeden chłop przyznał się, że kocha Boga a jedynie w wolnym czasie lubi posunąć innego faceta i wszystkim odpieprza. Pomyślcie, ilu księży ma na sumieniu tego typu grzechy, ale się nie ujawnia i robi swoje potajemnie? Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal, ale idiotą trzeba być, by po setce afer z udziałem kapłanów i chłopców nie przyjmować do wiadomości, że wśród kleru są geje. Taka afera o coś co jest oczywiste…

Pytanie drugie: Co jest głupsze – uprawianie seksu z tą samą płcią czy nie uprawianie go w ogóle?

Nie jestem fanem homoseksualistów, denerwuje mnie nie tyle ich orientacja, lecz bezkrytyczna i nachalna agitacja. Z seksu dwóch facetów dzieci nie będzie, więc biologicznie taki związek normalny nie jest. Z drugiej strony celibat jest idiotyczny zarówno naukowo jak i zdroworozsądkowo. Już ignorując co i komu księża obiecują, świadome odrzucanie przyjemności jest po prostu głupie. Bóg bardziej ich pokocha, bo nie dotykają kobiet i rezygnują z tacierzyństwa? Chciałbym uwierzyć, ale wyznaję prostą zasadę – jeśli najwyższy istnieje, to jest rozsądny i nie wymyśla posranych zasad dla własnego widzimisię. Duszpasterz wracający po pracy do kochającej partnerki i dzieci byłby gorszy niż ten przywiązujący sobie ręce do kaloryfera byle tylko nie smyrnąć się po jajach?

Pytanie trzecie: Może cała sytuacja to tylko piękna zagrywka medialna?

Bycie gejem jest w tej chwili bardzo opłacalne. A kapłan pedał to już w ogóle idealny kandydat na showmana. Wcale bym się nie zdziwił gdyby ksiądz Krzysztof siedział teraz w swoim pokoju i śmiał się ze wszystkich wielce oburzonych. Trochę pogadanek, trochę wstydu i fejm na całe życie. Sam bym tego lepiej nie wymyślił.

Pytanie czwarte: Czy ludzie nie wiedzą, że życie opiera się na kłamstwie?

Duchowny kłamał. Hm… Rozumiem, że niektórzy mogą sobie trwać w wyimaginowanym świecie fantazji, ale jak można nie zauważyć, że kontrolowana obłuda stanowi jeden z filarów naszego życia? Politycy obiecują, że podniosą nam wypłaty o 3000 zł jeśli oddamy na nich głos. Policjanci twierdzą, że robią wszystko co w ich mocy by odszukać nasz skradziony samochód. Telemarketerzy dobierają nam najlepsze, indywidualne oferty. Ludzie mówią to co muszą, wypełniają rozkazy a my to po cichu akceptujemy. Ksiądz skłamał i raban na całego. Kto tu jest obłudny ja się pytam?

Pytanie piąte: Co to kogo obchodzi?

Wszystko fajnie, jest show, jest burdel w szeregach kleru, ale jakie to ma znaczenie dla ludzkości? No żadne. Osobiście poruszył mnie jeden fakt – sam zainteresowany otwarcie przyznał, iż po swoim ujawnieniu jest szczęśliwy i czuje się lepiej. Ze mnie to taki Dobry Ziomek Frustrat, bez typowo narodowej spiny cieszę się cudzym szczęściem. Mnie postawa księdza nie denerwuje i nie rani. Więcej, myślę, że przed laty popełnił on głupotę przyrzekając coś czego nie rozumiał i przez to cierpiał w milczeniu, wiedząc, że niewielu zrozumie jego położenie. Dlatego jestem rad, że facet zrzucił ciężar z serca i może napawać się resztą swego bytu kochając kogo chce a nie kogo mu każą.

Nie doświadczyłem co prawda niczego niesamowitego ze strony religii, ale jestem w stanie uwierzyć, że człowiek może być szczerze radosny miłując drugiego człowieka. Co do bóstwa mam wątpliwości, lecz jeżeli ktoś ma inne odczucia, ja to szanuję i nawet lubię. Bądźcie szczęśliwi ludzie, niezależnie czy przed ołtarzem czy w łóżku.

Tylko nie krzywdźcie innych.

Fast and furious

Polecany

Oglądasz telewizję. Widzisz tam piękne ciała. Młody aktor albo atrakcyjna modelka.

Patrzysz na siebie.

Boże drogi…

Obiecujesz sobie, że już nigdy w życiu nic nie zjesz.

Podejmujesz decyzję! Zaczynasz biegać!

Jednak jogging to nie taka prosta sprawa, nawet ten jednodniowy. Najpierw trzeba dobrać obuwie, spodnie, koszulkę, majtki, skarpety, biustonosz (mocno się zapuściłeś) i to badziewie na ramię żeby nie dźwigać smartfona. A, skoro o smartfonie mowa – nie ma biegania bez Endomondo a sam bieg bez posta na fejsie się nie liczy. Aby jednak odpowiednio zmotywować organizm, na telefon musisz wgrać odpowiednią playlistę.

Dobra, teraz dobierzmy trasę. Google w ruch. Na początek rzucimy 20 kilometrów, zobaczymy na mapie ile to…

Hm, jak z Shire do Mordoru.

Weryfikujesz swoje cele, 3 kilometry to rozsądny wybór. O, akurat z domu do Tesco i z powrotem.

Ubierasz nowe butki, ściskasz poślady dresikami, naciągasz koszulkę na bebzol i… pada. Przecież w deszczu nie pobiegniesz. Więc jutro.

Nazajutrz opadów brak, ale to słońce… Kto normalny się męczy w taki upał? Udar murowany. Zrobisz dziś 5 przysiadów i styknie. Ale jutro już na pewno ruszasz w trasę. Chyba, że będzie zbyt wietrznie, pod wiatr się nie da…

Niestety, pogoda okazuje się być idealna. 23 stopnie, delikatny wiaterek, po niebie latają aniołowie zraszający spoconych biegaczy święconą wodą. Nic tylko zasuwać! Jeszcze tylko naładujesz Samsunga. I ustawisz lokalizację.

Gdzie się podziały te słuchawki?

Wychodzisz z mieszkania, krótka rozgrzewka i już leje się z ciebie jak z dzikiej świni na ruszcie. Biegniesz z K i Ch na ustach. Każdy krok to katorga, czujesz jak mięśnie krzyczą, jak ścięgna błagają o litość, jak płuca obumierają z niedoboru tlenu.

Dusznica poziom pro. Chciałbyś ostatni raz usłyszeć głos matki przed śmiercią.

Wtem mija cię atrakcyjna sportsmenka. Na 3 sekundy zmieniasz się w maratończyka. Klata do przodu, uśmiech na twarz i równomierny bieg.

Cześć maleńka, lubisz moje męskie ciałko?

Dziewczyna nawet nie spojrzała. Wracasz do standardowej pozycji skulonego dziada. Błagasz by karetka stojąca na skrzyżowaniu jechała właśnie po ciebie.

Na ratunek przychodzą światła. Czerwone znaczy stój, więc stoisz. Nie twoja wina, że trasa z domu do Tesco wiedzie przez 40 przejść dla pieszych. Podskakujesz ze dwa razy, niech grubasy w autach widzą jak się ćwiczy.

Mimo wszystko, po powrocie do mieszkania  uznajesz, że bieganie to przereklamowane jest. Zresztą, mamy XXI wiek, są lepsze sposoby na idealną figurę. Zapisujesz się na siłownię, cena promocyjna – milion złotych rocznie. Pakujesz czyste portki do nowiutkiej torby z Decathlonu i jazda do galerii.

Wchodzisz na siłkę a tam same Pudziany. Nie wiesz czy prosić o autograf czy uciekać. Przełykasz ślinę, idziesz do szatni i znajdujesz najciemniejszy kąt, w którym możesz spokojnie zmienić ciuszki nie narażając się na śmiech.

Chcesz zacząć ćwiczyć, ale zapomniałeś, że jedynym sprzętem, którego działanie ogarniasz jest hantel. Zginasz łokieć parę razy, patrzysz jak biceps rośnie o 3 centymetry na sekundę.

Rozgrzałeś się, podchodzisz do ogromnego, lśniącego cudeńka. Jakieś liny, ciężarki i inne wichajstry. Dookoła nikogo, więc zabierasz się do roboty.

Dupą podnosisz kilogramy na atlasie. Nie masz pojęcia co wyprawiasz. Wszyscy patrzą na ciebie jak na młota, ale nie dajesz po sobie poznać, że coś jest nie tak.

Po godzinie treningu uciekasz do szatni. Nigdy więcej nie pojawisz się w tej mordowni, tyle kasy poszło w błoto a tylko tyłek boli.

Wracając do domu autobusem (od wysiłku na nogach rozwinęła się martwica) wpadasz na genialny pomysł. Po co się męczyć, skoro wystarczy dobra dieta? Wpadasz do domu, odpalasz Internet i pierwszy szok – nie ma diety kiełbasiano-piwnej! Trudno, przecież przodkowie jedli same kiełki i jakoś przetrwali. Wybierasz najbardziej restrykcyjny jadłospis – na śniadanie kubek wody, na obiad trociny a na kolację słoneczna energia.

Zaczniesz od jutra, dzisiaj już nie ma sensu.

Pizza!

Wstajesz rano pełen zapału, łykasz umówioną szklanicę wody i już czujesz jak sadło wyparowuje. Wkraczasz do pracy z promiennym uśmiechem. Nawet zęby jakby schudły.

Mija 20 minut w biurze i czujesz, że twój żołądek zaraz strawi sam siebie. Kwas solny przeżera się do kręgosłupa, co chwilę sprawdzasz czy przez pępek nie wypływa tłuszcz.

Kolejna godzina, schudłeś już tyle, że wyglądasz jak rasowy Etiopczyk. Chwalisz się wszystkim współpracownikom, że dieta poszła w ruch. Wytrwasz na pewno!

Wracasz do domu. Płaczesz. Zjadasz całą lodówkę razem z lodem ze ścianki.

Jednak to bieganie nie było takie złe…

4 pory

Polecany

Na początek proste zadanie – przypomnij sobie największy życiowy błąd, który w życiu popełniłeś/aś. Już? Nie musisz się tym z nikim dzielić, wystarczy twoje zażenowanie, kłucie w sercu i bezsenność. Nie chcę się nad tobą użalać, sam siebie najlepiej ocenisz.

Ale faktycznie, idiota z ciebie.

Niestety, większość z nas w trakcie swej kończącej się śmiercią kariery odpieprzy (lub już odpieprzyło) coś piekielnie nieodpowiedzialnego, głupiego i kompletnie żenującego. Skala zależy oczywiście od stylu bycia, ale powodów do wstydu nikomu nie zabraknie. Mimo to, ocenianie innych ludzi przychodzi nam niezwykle łatwo. Facet, który zdradził swoją żonę przestaje być człowiekiem, staje się gnojem czystej klasy zasługującym na nabicie na nienaostrzony pal. Kobieta porzucająca dziecko zaraz po porodzie to nie matka a wiedźma bez sumienia, którą najlepiej wywieźć z miasta na kupie gnoju. A młody kierowca śmiertelnie potrącający samochodem pięcioletnią dziewczynkę? Toż to kryminalista, powinno się rozwlec jego truchło na krzyżu jajami do góry.

Przesadzam? Ja jedynie lubię czytać i powtarzać internetowe komentarze. Poza tym, czy takie myślenie to domena sieciowych hejterów? A co dzieje się podczas rodzinnej imprezy? Ile razy słyszeliście o złej kuzynce, która zostawiła męża i odeszła do innego? Albo o wujku, który tylko całymi dniami chleje i nie dba o rodzinę. Oglądaliście kiedyś Wiadomości wraz z familią? Rodzice czy dziadkowie nie omieszkają ocenić polityków, terrorystów, demonstrantów. Nigdy ich nie widzieli, nigdy nie poznali ich założeń a krytyka przychodzi im przez usta z niezwykłą łatwością.

Mnie to w sumie nie drażni, sam niekiedy bez skrupułów wyrażam niezasadne opinie. Przypomniałem sobie jednak, że również popełniam błędy i wiem jak czuje się ten zły. Spróbujcie czasami pomyśleć jakie emocje siedzą w człowieku, który właśnie orientuje się, iż jednym głupim działaniem przekreślił swoje dotychczasowe życie. No, jak narzeczony informuje was, że przespał się z waszą matką, to możecie odpuścić sobie współczucie i obrzucać go talerzami, lecz spójrzmy na coś z perspektywy czasu. W pierwszej chwili, w natłoku emocji nie ma czasu na logiczne przemyślenia, ale jak czulibyśmy się będąc po tej drugiej stronie barykady? Spieprzyliśmy, sprawa po prostu się jebła. Nie ma już tłumaczeń, nie ma litości, nie ma ucieczki od odpowiedzialności. Musimy patrzeć w twarz osobie, której rozerwaliśmy serce, której zmarnowaliśmy życie, która już nigdy nie spojrzy na nas kochającym wzrokiem.

Pierwsza myśl – po co mi to było? Po co próbowałem, po co ryzykowałem? Później przychodzą wyrzuty sumienia i bezsilność. Nie ma już o co walczyć, trzeba ze sceny zejść i się nie kompromitować. Przyjdzie tylko przeżyć smutne spojrzenie matki, wymowne, ojcowskie kręcenie głową i podśmiewanie rodzeństwa. Później jakoś to będzie.

Smutek jednak pozostaje, zmyć piętno drania to sztuka niemożliwa. Lepiej zainwestować w nowoczesne technologie i pracować nad wehikułem czasu.

Czy krzywdzicielom należy się współczucie? Absolutnie. Jedynie wyrozumiałość. Nie poznamy motywów każdego poznanego człowieka. Może będzie on do szpiku kości zły a jego niecne uczynki staną się napędem dla bandyckiego żywota. Z drugiej strony, ten patałach kulący się przed nami mógł naprawdę dopuścić się najgorszego życiowego przewinienia. Przez głupotę, nierozwagę lub przypadek. Co za różnica? Zapłaci za swoje a karę wymierzy sobie sam.

Niekiedy przyjdzie nam stać się dupkiem, by popchnąć swoje życie naprzód. Obyście nigdy nie byli zmuszeni nikomu mówić, że już go nie kochacie, ale jakże naiwnym trzeba być aby wierzyć, że przez długie lata dzielące was od grobu nie będziecie musieli wycisnąć z gardła słów, które niczym nóż z Lidla powoli wwiercą się w mózg osoby, dla której jeszcze przed sekundą byliście całym światem.

Możecie grać Matkę Teresę i zbawiać świat, ale ręczę, że pewnego dnia zrozumiecie, iż największym błędem waszego życia było nie popełnianie błędów.

A na zakończenie tekst od Kasi Nosowskiej:

Pamiętam tylko, że była wtedy wiosna,
Wiadomo maj, te sprawy drzewa całe w pąkach,
Serce pojemne jak przedwojenna wanna
I pragnienie by ją wypełnić.
Uwiodła mnie przepaść jednego spojrzenia.
Runęłam w nią rozkładając ramiona,
Spadałam całe lato i bym się roztrzaskała,
Gdyby nie spadochron z wyrzutów sumienia.

Mam czyściutkie sumienie
I bilet pewny do nieba bram.

Do wrót normalności zastukałam zimą,
Gdzieś w okolicy Bożego Narodzenia.
Jestem z powrotem i leżę przy tobie
Czy szczęśliwsza ? Nie wiem, ja nie wiem.
Patrzę na ciebie w nocy, gdy już uśniesz.
Kładę się obok, oglądam nas w lustrze
I widzę, i widzę od lat nieprzerwanie
Podróbkę szczęścia z fabryki na Tajwanie.

Mam czyściutkie sumienie
I bilet pewny do nieba bram.